Rozmowa z Moniką Podkówką, laureatką tegorocznego Konkursu dla studentów i doktorantów, na temat pism Gustawa Herlinga – Grudzińskiego, publikowanych we włoskim czasopiśmie “Tempo Presente”.

Renata Chołuj: Jak zrodziły się Pani zainteresowania dotyczące życia kulturalnego XX-wiecznej emigracji polskiej?

Monika Podkówka: Moje zainteresowanie XX-wieczną emigracją polską i jej życiem kulturalnym wywodzi się z czasów licealnych. Wtedy istniały dla mnie właściwie dwa przedmioty: język polski i łacina. Łacina to było intensywne ćwiczenie logicznego myślenia, niekończące się tłumaczenia, wyjazdy na kolejne etapy olimpiady, kontakty towarzyskie. Tymczasem zajęcia z języka polskiego były czasem wielu odkryć, rodzenia się świadomości kultury i literatury, i oczywiście zachętą do dalszych lektur i własnych poszukiwań. Polska kultura nie istnieje bez zagranicznego dorobku; rola środowiska paryskiego i londyńskiego, a także emigrantów na innych kontynentach jest nie do przecenienia. Ich działalność zresztą nadal mi imponuje; przecież wydawanie czasopisma, prowadzenie wydawnictwa, księgarni czy innej instytucji kulturalnej wymagało perfekcyjnej organizacji, odnalezienia się w warunkach zagranicznych, kontaktach, przepisach, nie mówiąc o oczywistej potrzebie świetnej znajomości języka czy funduszach niezbędnych do prowadzenia tego rodzaju działalności.
Poza tym emigracja miała dla mnie jakiś szczególny urok; myślę, że wynikał z połączenia egzotyki, obrazu dalekiego świata, z pewną uniwersalnością wątków i obserwacji z życia emigrantów, wrażliwością autorów, która była mi bliska.

W jaki sposób dotarła Pani do włoskich publikacji Herlinga-Grudzińskiego?

Znając w zarysie dzieje różnych wybitnych postaci związanych z polskimi środowiskami emigracyjnymi, wiedziałam, że Herling kilka lat po wojnie zamieszkał we Włoszech, w Neapolu. Był zresztą mężem Lidii Croce, córki Benedetta Crocego, bardzo ważnej postaci w życiu kulturalnym i politycznym Włoch pierwszej połowy XX wieku. Herling w różnych swoich pismach wspomina o publikacjach włoskich, chociaż trochę dziwi pobieżność tych uwag, jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę tekstów oraz to, ile czasu Grudziński musiał poświęcać na ich pisanie, tłumaczenie (niektóre powstawały najpierw po polsku), kontakty z wydawcami, redaktorami. To była naprawdę znacząca część jego aktywności, bardziej dziennikarska niż stricte pisarska, zdecydowanie istotna dla dopełnienia obrazu autora „Innego świata”.
Wiedziałam, że dzięki mojemu wykształceniu italianistycznemu będę mogła spojrzeć na włoski dorobek Herlinga z nieco innej perspektywy niż czytelnik polski, może bardziej obiektywnie. Nie chciałam dać się poprowadzić Herlingowi i poznawać realia włoskie przez pryzmat jego pism. Zanim zdecydowałam, czym dokładnie zajmę się w mojej pracy magisterskiej, wybrałam się na roczne stypendium w ramach programu Erasmus – do Neapolu. To niezwykle interesujące miasto, pod względem bogactwa historii i kultury niemające sobie równych, zanurzenie w jego specyfikę pomogło mi skonfrontować spojrzenie Grudzińskiego z własnym. Przed rozpoczęciem badań nad tekstami poznałam więc bliżej środowisko, w którym żył ich autor: z jednej strony dzięki własnemu doświadczeniu, z drugiej przez lektury. Przez kilkadziesiąt lat jednak sporo się zmieniło.
Wracając więc do Pani pytania – moja wiedza o włoskich publikacjach Herlinga pochodziła przede wszystkim ze wzmianek w jego pismach polskich. Wśród wspominanych okresów współpracy z włoskimi czasopismami na pierwszy plan wysuwały się lata 1956-1968 i „Tempo Presente” Silonego i Chiaromontego oraz lata 1968-1972 i „Corriere della Sera” z czasów Spadoliniego. Rola Herlinga w „Tempo Presente” była bardzo istotna, poza tym dalsze poszukiwania pokazały, że opublikował w tym czasopiśmie ponad sto mniejszych i większych tekstów, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że materiał ten jest wart zbadania. Strona biblioteki Gino Bianco, udostępniająca część numerów online, oferuje również całkiem dobrą wyszukiwarkę wśród zbiorów biblioteki, która pomogła mi w sprecyzowaniu dalszych poszukiwań. Później okazało się, że spora część numerów „Tempo Presente” przechowywana jest w bibliotece Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie i w Bibliotece Jagiellońskiej.

Herling-Grudziński przez wiele lat publikował we włoskim “Tempo Presente”. Powstał zbiór dziesiątków artykułów i recenzji. Czy zostały one zebrane, opracowane, poddane analizie?

Nie, dotychczas te teksty pozostają nieznane. Nie były badane ani publikowane w osobnym zbiorze, ani po włosku, ani w tłumaczeniu polskim. Część z nich ukazywała się równocześnie w „Kulturze”, „Wiadomościach” albo jako audycje w Radiu Wolna Europa, ale to nie zmienia faktu, że powinny zostać opracowane jako całość skierowana do czytelnika włoskiego, z uwzględnieniem różnic w odbiorze nie tylko tych tekstów, ale i XX-wiecznej rzeczywistości w ogóle. Szeroki kontekst jest bardzo ważny jest zrozumienia złożonych przyczyn tej odmiennej percepcji, zakorzenionych w tożsamości Polaków i Włochów, a wynikających z odrębnych doświadczeń i sytuacji polityczno-kulturalnej. Mówi się o planach wydania pism włoskich Herlinga w ramach „Dzieł zebranych” publikowanych przez Wydawnictwo Literackie.

Jak Włosi czytali Herlinga-Grudzińskiego? Jako „swojego”? Czy jako pisarza i intelektualistę zza żelaznej kurtyny, który wprowadzał Włochów w nieznane im rejony kultury literackiej?

Włosi chyba nigdy nie traktowali Herlinga jako „swojego”. W różnych wypowiedziach autor „Innego świata” wskazuje raczej na niezrozumienie czy wręcz wrogość włoskiego środowiska kulturalnego; poza nielicznymi wyjątkami oczywiście, jak środowisko „Tempo Presente”. Mam wrażenie, że to duże uproszczenie, a sytuacja była znacznie bardziej skomplikowana. Staram się przyjrzeć temu problemowi w mojej pracy, być może też korespondencja Herlinga pozwoliłaby dowiedzieć się więcej na temat.

Życzę powodzenia w dalszych pracach i dziękuję za rozmowę.